W poniedziałek rano przed Urzędem Gminy w Ulanie-Majoracie odbył się protest rodziców uczniów Szkoły Podstawowej w Zakrzewie. Powodem manifestacji jest decyzja władz gminy o zamknięciu placówki. Rodzice twierdzą, że informacje na ten temat pojawiły się w sposób nieprzejrzysty, bez wcześniejszych konsultacji społecznych, a wcześniejsze zapewnienia władz okazały się niezgodne z późniejszymi działaniami.
„Wójt mówi jedno, a potem zmienia zdanie”
Podczas grudniowych wyborów sołtysa mieszkańcy dopytywali wójta Jarosława Koczkodaja o przyszłość szkoły. Zapewnił on wtedy, że nie ma powodów do obaw. Tymczasem w lutym, podczas sesji rady gminy, rodzice usłyszeli, że zapewnienia wójta „obowiązywały na tamten moment”.
– Teraz już wiemy – to, co mówi wójt, obowiązuje tylko na chwilę, a potem może się zmienić. To nas zabolało, bo zamiast otwartej rozmowy, czujemy się wprowadzeni w błąd – mówi jedna z protestujących mieszkanek.
Rodzice podkreślają również, że wójt wyłącza możliwość komentowania swoich wpisów na temat protestu, co dodatkowo ogranicza im przestrzeń do wyrażenia swojego zdania.
Rodzice walczą o szkołę
Mieszkańcy Zakrzewa podejmują kolejne kroki, aby ocalić szkołę:
-
Zorganizowali zebranie w świetlicy wiejskiej, ale wójt nie pojawił się na spotkaniu.
-
Złożyli protest na piśmie – władze gminy wiedziały o nim tydzień wcześniej, ale nikt nie pojawił się na manifestacji.
-
Zebrali ponad 200 podpisów pod petycją, którą odczytano podczas sesji rady gminy, jednak nie wpłynęło to na decyzję władz.
Obecnie w Szkole Podstawowej w Zakrzewie uczy się 60 uczniów – 42 w klasach I-VIII oraz 18 w przedszkolu. Mimo determinacji mieszkańców i ich licznych działań, decyzja o zamknięciu placówki wydaje się przesądzona.
Kolejne szkoły na liście do zamknięcia
Zakrzew to kolejna wiejska szkoła w województwie lubelskim, którą władze chcą zamknąć. W ostatnim czasie podobne decyzje zapadły m.in. w Jakuszach, gdzie władze chciały zamknąć placówkę – nie udało się – szkoła w Jakuszach pozostaje otwarta. Nie zmienia to faktu, że „trend” likwidacji mniejszych placówek przybiera na sile.
Samorządowcy z różnych części Polski otwarcie przyznają, że pierwszy rok po wyborach to najlepszy moment na „optymalizację” sieci szkół. W praktyce oznacza to zamykanie placówek, co często budzi sprzeciw lokalnych społeczności.
Rodzice podkreślają, że argumentacja władz jest niespójna:
-
Twierdzą, że nie ma dzieci, ale jednocześnie budują nowe przedszkole w Ulanie.
-
Mówią o restrukturyzacji, ale zamykają aż trzy szkoły.
-
Zapewniają, że nie chodzi o pieniądze, ale jako główny argument podają wysokie koszty utrzymania placówek.